21 lipca 2019, Imieniny: Andrzej, Wiktor, Daniel
» Szkoła istnieje od 1991 roku. Organ prowadzący: » Stowarzyszenie Sztuka Edukacja Promocja

Z dziennika pokładowego

  Day 1 (18.05)

                O 11:30 zebraliśmy się uśmiechnięci na Warszawskim Starym Torwarze. Odjazd, jak zwykle w tego typu imprezach, opóźnił się i w rzeczywistości wyjechaliśmy około 12:15, gdyż Plasterki nie mogły się zdecydować gdzie i z kim chcą siedzieć. Aby uatrakcyjnić podróż organizatorzy przygotowali imponujący zbiór filmów. Mimo tego było nudno. Ponieważ chcieliśmy jak najszybciej dojechać na miejsce, autokar jechał całą noc. Musieliśmy więc jakoś się ułożyć i przespać całą noc, co w wielu przypadkach nie było proste.

Day 2 (19.05)

                O 7:00 dojechaliśmy na włoską stację AutoGrill, na której dokonaliśmy porannej toalety i napiliśmy się włoskiej kawy na rozbudzenie. Około 8:00 z powrotem wsiedliśmy do autokaru i o 13:00 już byliśmy w Livornie. Wygląd statku miło nas zaskoczył. Spodziewaliśmy się małej, obdrapanej, skrzypiącej łajby ze zużytymi linami, a ukazał nam się potężny, 47 metrowy zadbany jacht, na który aż przyjemnie było wejść. Po przeniesieniu jedzenia bagaży pod pokład ulokowaliśmy się w swoich kojach, a następnie udaliśmy się na obiad przygotowany przez poprzednią załogę Pogorii. Później ogłoszono zebranie na którym przedstawiony został nam regulamin rejsu. Następnie przeszliśmy 3 godzinne szkolenie na którym pokazano nam jak wiązać liny, bezpiecznie wchodzić i schodzić z masztu. W ten sposób minął nam czas do kolacji po której mieliśmy wyczekiwany czas wolny. Wreszcie był czas na kąpiel, i odpoczynek, bądź też wypad na miasto. Po powrocie udaliśmy się na spoczynek w normalnych warunkach i wreszcie odespaliśmy poprzednią noc.

Day 3 (20.05)

                Wreszcie na morzu!! O 6:00 rano wyszliśmy z portu i skierowaliśmy się na Elbę. Pogoda nie sprzyjała żegludze i w zasadzie całą trasę płynęliśmy na silniku. Jako że nie byliśmy potrzebni na  pokładzie o 10:00 zaczęły się grupowe lekcje. Były one związane z morzem i żeglugą. Na biologii zajmowaliśmy się zwierzętami zamieszkującymi morze liguryjskie, na fizyce siłą wypory a na francuskim po prostu rozmawialiśmy. Po obiedzie dotarliśmy do Portu na Elbie. Od razu udaliśmy się w kierunku domu Napoleona koło którego Michał, Patryk i Oliwia wygłosili swoje referaty. Ogłoszono czas wolny i wszyscy rozeszli się w swoje kierunki.  Wszyscy zakupili niezbędne im produkty i około 21:30 odbiliśmy od keji. Kierunek- Korsyka.

Day 4 (21.05)

Po całonocnej żegludze wciąż płyniemy. Pogoda nie sprzyja prawdziwej żegludze więc silnik pracuje na pełnych obrotach.. Koło południa znowu spotkaliśmy się na lekcjach. Tym razem nawigacja fizyka i angielski. Po nich mieliśmy wachtę bosmańską która okazała się największą katorgą. Polegała na zdrapywaniu naklejek z kół ratunkowych aby bosman mógł w ich miejsce założyć takie same tylko lepiej odbijające światło. Wieczorem znów mieliśmy wachtę ale z powodu braku wiatru specjalnie się nie przepracowywaliśmy. Mimo całego dnia płynięcia portu jeszcze nie było widać nawet z najwyższej reji masztu dziobowego.

Day 5 (22.05)

                Płynęliśmy całą noc. Poszczególne wachty musiały czuwać na jachcie podczas nocnej żeglugi. Mimo spokojnych warunków o mały włos nie doszło do poważnego wypadku . prostopadle do nas płynęła mała żaglówka której kapitan włączył autopilota i poszedł spać. Sytuacja była niebezpieczna dla niego nie dla nas ale stres związany z zabiciem człowieka był. Na Korsykę dotarliśmy około godziny 11, a do naszego portu docelowego o nazwie Bonifacio dobiliśmy o 13:00. Później mieliśmy czas wolny który spędziliśmy na zwiedzaniu miasta.

Po powrocie udaliśmy się na wycieczkę nad morze nad które schodziliśmy ciekawą trasą. Nie obyło się bez kontuzji. Koleżanką zwichnęła nogę i musieliśmy udzielić jej pomocy w postaci doniesienia jej do portu. Ku naszemu zdziwieniu udało się zatrzymać samochód który ukrucił nasze wysiłki. Po powrocie znowu mieliśmy czas na siebie a jak wróciliśmy o 23:00 rozkręciliśmy imprezę portową. Spać poszliśmy około 1:30.

Day 6 (23.05)

Z samego rana opuściliśmy port i obraliśmy kurs na Monako. Mieliśmy przed sobą dwa dni drogi tak więc aby nas czymś zająć nauczyciele przygotowali kolejne lekcje. Tym razem były to geografia, retoryka i fizyka na której dalej pogłębialiśmy wiedzę na temat praw działających na wodzie. Wykonaliśmy kontrolowany manewr „człowiek za burtą” z udziałem naszego bosmana. Zwodowaliśmy pontony i wciągnęliśmy go na pokład. Po kolacji nasza wachta dostała zadanie wysprzątania wszystkiego pod pokładem co było dość męczące zwłaszcza że znowu czekała nas mocna służba. Aby ją przetrwać wcześniej poszliśmy spać a na samej wachcie wzmacnialiśmy się Red Bullami i kawą. W nocy niejednokrotnie stawialiśmy i zrzucaliśmy żagle dzięki czemu służba była znośna.

Day 7 (24.05)

                Ku naszej radości koło 5 nad ranem zobaczyliśmy ląd co oznaczało że wreszcie odpoczniemy. Po porannym apelu na którym poznaliśmy plan dnia, udaliśmy się na śniadanie.  Wszyscy byli już gotowi na wejście do portu. Niestety z powodu zawodów formuły 1 w Monako, musieliśmy zmienić trasę i zakotwiczyliśmy w mieście oddalonym o około 3 Mm. Następnie za pomocą motorówki zeszliśmy na ląd, wsiedliśmy do kolejki i dotarliśmy do Monako z ponad godzinnym opóźnieniem. Tam udaliśmy się do morskiego muzeum, podejrzeliśmy postępy Roberta i dzięki zbiegowi okoliczności udało się namówić wychowawców na supermarket. Następnie wróciliśmy do portu gdzie czekała na nas motorówka, weszliśmy na pokład i poszliśmy na zasłużony odpoczynek.

Day 8 (24.05)

O godzinie 6 zostaliśmy obudzeni na wachtę. Już o 6:30 statek pod kierownictwem Zacharra opuścił port pod pełnymi żaglami. Zmierzaliśmy do ostatniego już portu- Imperii. Ponieważ czas gonił, silnik pracował na pełnych obrotach a żagle lekko łopotały na słabym wietrze. Wszyscy zabrali się do sprzątania i pakowania  pomimo tego, że statek mieliśmy opuścić dopiero następnego dnia. Tym razem nikomu się już nie spieszyło do portu. Cały dzień spędziliśmy na pogawędkach. Około 18 dobiliśmy do portu i od razu udaliśmy się do miasta aby nabyć pamiątki, i trochę się rozerwać. Wieczorem zorganizowaliśmy pożegnalną dyskotekę na której wszyscy dobrze się bawili. Niestety została ona skrócona przez nagłą ulwę.

Day 9 (25.05)

                Od rana czekaliśmy na przyjazd naszych zmienników.  Na apelu otrzymaliśmy wpisy do książeczek żeglarskich i opinie z rejsu. Do południa czyściliśmy pokład  i klarowaliśmy żagle dla naszych następców. Koło 12 nasz autokar przyjechał, ale okazało się że kierowca musi odpocząć i możemy odjechać dopiero koło 22. Spędziliśmy więc 10 godzin na chodzeniu w tą i z powrotem i graniu w piłkę. W końcu zapakowaliśmy się do autokaru i udaliśmy w kierunku Warszawy. Ponieważ było dość późno wszyscy poszli spać.

Day 10(26.05)

                Obudziliśmy się w Austrii gdzie wszyscy umyli się napili kawy i zjedli prowizoryczne śniadanie. Z braku lepszego zajęcia oglądaliśmy filmy przerywane licznymi postojami. Koło 18:00 dojechaliśmy pod Halę główną Torwaru gdzie czekali na nas rodzice i ze smutkiem rozjechaliśmy się do domów.

                                                                                                                             By Zacharr & Patryk M.(Patro)